LIV
Liverpool
Premier League
09.05.2026
13:30
CHE
Chelsea
 
Osób online 890

Liverpool ciągle popełnia te same błędy


W szerszej perspektywie Liverpool nie poniósł żadnych trwałych strat.

Zespół nadal zajmuje czwarte miejsce w tabeli Premier League i potrzebuje maksymalnie czterech punktów z pozostałych trzech meczów, aby zapewnić sobie awans do Ligi Mistrzów.

Z wyjazdowym spotkaniem z Aston Villą pomiędzy dwoma meczami u siebie z Chelsea i Brentfordem, drużyna Arne Slota powinna nadal osiągnąć swój cel i uniknąć zarówno wstydu, jak i finansowych strat związanych z wypadnięciem z elity europejskiej.

Nie można jednak tak po prostu zlekceważyć niedzielnej porażki 3:2 z odwiecznym rywalem, Manchesterem United. Prawda jest taka, że pozytywny nastrój i dobra passa, które dały trzy kolejne zwycięstwa w lidze, zostały bezmyślnie zaprzepaszczone.

Nadzieje Slota na to, że wkroczy w lato z takim finiszem sezonu, który dodałby wagi jego niedawnym optymistycznym wypowiedziom o świetlanej przyszłości, legły w gruzach.

Zamiast choćby częściowo uciszyć swoich przeciwników wśród podzielonej rzeszy kibiców, holenderski trener dostarczył tego popołudnia krytykom mnóstwo argumentów.

Tak, były czynniki łagodzące. Alexander Isak wypadł z gry z powodu drobnego problemu z pachwiną, więc Liverpool musiał radzić sobie bez swojego najdroższego nabytku, a także bez kontuzjowanych Mohameda Salaha, Hugo Ekitiké, Alissona, Giorgiego Mamardaszwilego, Conora Bradleya, Giovanniego Leoniego i Wataru Endo. Wśród dziewięciu rezerwowych znalazło się sześciu młodych zawodników z akademii.

Slot jednak dobrze wyczuł sytuację, odmawiając wykorzystania tej długiej listy nieobecnych jako wymówki. „Nie mówiłem o brakujących graczach i nie zamierzam o tym mówić teraz” – powiedział dziennikarzom po meczu. „Jeśli potrafisz rozegrać drugą połowę tak jak my, nie ma potrzeby innych graczy”.

Podobnie było, gdy rozmowa zeszła na kontrowersyjnego drugiego gola United, który został uznany po długiej weryfikacji VAR, mimo że powtórki wydawały się wskazywać, że piłka musnęła palce Benjamina Sesko, zanim przekroczyła linię bramkową.

Slot stanowczo twierdził, że bramka powinna zostać anulowana, i ubolewał nad tym, że Liverpool „przez cały sezon” był ofiarą niekorzystnych decyzji sędziowskich, ale potem mądrze wykazał się samoświadomością, podkreślając, że to oni sami byli sprawcami swojej porażki w meczu z United.

- Drugiego gola nie straciliśmy z powodu ręki, straciliśmy go, bo straciliśmy piłkę w głupiej sytuacji, a potem przegraliśmy kilka ważnych pojedynków – powiedział.

- Musimy najpierw spojrzeć na siebie – to jest całkowicie jasne. Widoczna jest tendencja, że tracimy absurdalne bramki. Na to mamy większy wpływ, więc powinienem skupić się znacznie bardziej na tym, a nie na decyzjach sędziowskich, które są dla nas niekorzystne.

Z pewnością nie była to kwestia pecha, a statystyki są druzgocące. Od czasu awansu Liverpoolu do najwyższej klasy rozgrywkowej w 1962 roku tylko trzykrotnie klub ten poniósł więcej porażek w jednym sezonie we wszystkich rozgrywkach niż obecne 18.

Ostatni raz miało to miejsce w sezonie 2009/10 (19 porażek), kiedy to kadencja Rafaela Beniteza dobiegła końca w sytuacji, gdy klub znalazł się na skraju upadłości z powodu rujnującego i zadłużonego właściciela, Toma Hicksa i George'a Gilletta. Liverpool z trudem zajął siódme miejsce, a Benitez został zastąpiony przez Roya Hodgsona.

Podczas swojej poprzedniej wizyty 20 miesięcy wcześniej nazwisko Slota rozbrzmiewało na Old Trafford, gdy poprowadził drużynę do zdecydowanego triumfu 3:0, który naprawdę zapoczątkował jego karierę menedżerską. Stał się pierwszym menedżerem Liverpoolu, który wygrał swój pierwszy wyjazdowy mecz ligowy z United od czasów George'a Kaya w 1936 roku, a drużyna ta wkroczyła na drogę do zdobycia tytułu.

Teraz tworzy jedynie niechcianą historię. To pierwszy sezon od 1912/13, w którym oba kluby z Manchesteru odniosły podwójne zwycięstwo nad Liverpoolem w lidze.

Bilans wyjazdowy Liverpoolu w meczach z drużynami z górnej połowy tabeli Premier League jest żałosny. Przed zbliżającym się wyjazdem na mecz z Aston Villą zdobyli zaledwie dwa punkty z możliwych 24. Zbyt często tracili siły podczas wyjazdów.

Fakt, że nadal wydaje się, iż zapewnią sobie udział w Lidze Mistrzów, mówi znacznie więcej o niedoskonałościach drużyn z czołówki tabeli niż o jakichkolwiek oznakach postępów Liverpoolu w ostatnich miesiącach.

Właściciele z Fenway Sports Group chcą dać Slotowi szansę na naprawienie sytuacji, a ta drużyna wyraźnie potrzebuje wzmocnień, jednak obawy budzi fakt, że to te same stare problemy nadal negatywnie wpływają na wyniki.

Powolne wejścia w mecz nękały Liverpool przez cały sezon, a bierny sposób, w jaki rozpoczęli spotkanie z United, był po prostu niewiarygodny. Pod każdym względem ustępowali przeciwnikom.

Najlepszym tego przykładem była nieudolna reakcja Alexisa Mac Allistera, który odwrócił się plecami do piłki, przez co strzał Matheusa Cunhy odbił się od niego i pokonał Freddiego Woodmana, dając przeciwnikom prowadzenie.

Słuszne jest zadawanie pytań dotyczących przygotowań. Wielu piłkarzy spędziło krótkie wakacje w Europie po tym, jak po zwycięstwie nad Crystal Palace otrzymali trochę wolnego. Jeśli Slot sądził, że chwila wytchnienia dobrze im zrobi, to się pomylił. Zamiast tego byli ospali i brakowało im intensywności.

Drugi gol był jeszcze gorszy, ponieważ Bruno Fernandes w jakiś sposób wygrał pojedynek powietrzny z Ibrahimą Konaté i Andym Robertsonem przy dalszym słupku, a Šeško zdołał wpakować piłkę do bramki.

- Wiadomo, że kiedy tu przyjeżdżamy, przeciwnicy chcą zacząć mocno i agresywnie – byliśmy tego świadomi – powiedział Slot. 

- Zauważyłem jednak, że nie wygrywaliśmy walki o drugą piłkę. Jeśli na tym stadionie stracisz gola już w szóstej minucie, zawsze wiesz, że potem czeka cię trudny okres. Jednym z pierwszych przypadków, kiedy straciliśmy piłkę, zakończył się kontratakiem, w wyniku którego padło 2:0. Wtedy oczywiście wszystko, co zrobiliśmy wcześniej, zasługuje na sporą krytykę.

Możliwości Slota były ograniczone, ale popełnił błąd, wystawiając Cody'ego Gakpo na lewym skrzydle i wykorzystując Floriana Wirtza oraz Dominika Szoboszlaia jako dziesiątki. W pierwszej połowie zabrakło punktu odniesienia w ataku, a zagrożenie ofensywne Liverpoolu praktycznie nie istniało. Nie pomogło to, że nieskuteczny Jeremie Frimpong był tak bardzo poza rytmem.

Wystawienie Gakpo na środku w drugiej połowie z Wirtzem na lewym skrzydle pomogło zapoczątkować przemianę. Pomogła im hojność United, gdy Szoboszlai przejął niecelne podanie Amada i przebiegł przez boisko, zmniejszając stratę.

Następnie błąd Senne Lammensa pozwolił Gakpo na wykorzystanie podania Szoboszlaia. Szoboszlai (13 bramek, 10 asyst) stał się pierwszym pomocnikiem Liverpoolu, który w sezonie osiągnął dwucyfrowe wyniki zarówno w liczbie bramek, jak i asyst od czasów Stevena Gerrarda w sezonie 2013/14 (14 bramek, 14 asyst).

Przy wyniku 2:2 Liverpool wydawał się bardziej prawdopodobnym zwycięzcą. United było zdezorientowane. Jednak nie po raz pierwszy w tym sezonie drużyna Slota pozwoliła przeciwnikom na odskoczenie i straciła bolesną, możliwą do uniknięcia bramkę i zwycięstwo.

Wchodzący z ławki Milos Kerkez został minięty przez Amada przy dalszym słupku, a Mac Allister odbił piłkę prosto do Kobbie Mainoo, który efektownie zakończył akcję. W tym sezonie Liverpool stracił 16 bramek w ostatnich 15 minutach meczów ligowych. Tylko Newcastle United (19) i Burnley (17) straciły więcej bramek w końcówkach spotkań niż Liverpool.

Niezależnie od tego, czy jest to kwestia taktyki, czy raczej mentalności, odpowiedzialność spoczywa na Slocie. Nie miało to wpływu na pozycję w tabeli ligowej, ale dla Holendra był to zły dzień.

James Pearce

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (2)

GlBeK 04.05.2026 15:19 #
Fajnie że każdy widzi te błędy, szkoda że nic z nimi nie robią, bo po co
HUN 04.05.2026 16:07 #
Największym błędem Liverpoolu było zatrudnienie Szrota.

Pozostałe aktualności