Wirtz: Byłem przekonany, że to spalony
Florian Wirtz w pomeczowym wywiadzie przyznał, że był przekonany, iż jego gol przeciwko Fulham nie zostanie uznany, wobec pozycji spalonej.
Początkowo arbiter wskazał ofsajd niemieckiego pomocnika, ale po analizie VAR bramka została zaliczona.
Flo dodał również, iż cała szatnia Liverpoolu była rozczarowana z powodu kolejnego remisu.
- Prawdę powiedziawszy byłem przekonany, że delikatnie 'spaliłem', więc nawet nie świętowałem tego trafienia. Oczywiście później cieszyłem się, że doprowadziłem do wyrównania, ale w końcowym rozrachunku wolałbym, żebyśmy dziś wygrali, bez mojego gola - powiedział Wirtz.
- Mam świadomość, że w Premier League nie ma łatwych meczów. Zdążyłem to zauważyć, odkąd występuję w Anglii.
- Myślę, że w drugiej połowie graliśmy o wiele lepiej pod kątem intensywności i tempa gry. W pierwszych fragmentach spotkania nasz występ był daleki od ideału. Wiedzieliśmy, że możemy się poprawić po zmianie stron.
Zapytany o wyrównującego gola Fulham w ostatniej akcji meczu, Wirtz powiedział: - Niesamowite. Wspaniały gol, cóż więcej dodać? To był strzał nie do obrony.
- Nie ułatwiamy sobie zadania takimi wynikami. Zaliczamy drugi remis z rzędu, a oczywiście oczekujemy po sobie znacznie, znacznie więcej. Musimy grać lepiej w kolejnych spotkaniach, dobrze o tym wiemy.

Komentarze (9)
To wszystko jest od tego sezonu bardzo precyzyjne. Skończyło się rysowanie linii przez sędziów na kiepskiej jakości niskoklatkowym obrazie z zaburzonej perspektywy. Gdyby sędziowie dalej korzystali z tych metod, gol na pewno zostałby wykluczony. Wtedy faktycznie nie miało to wiele wspólnego z rzeczywistością i dochodziło do wielu pomyłek. Przy systemie półautomatycznego spalonego szanse zaistnienia takich pomyłek są bliskie zeru.
Dostaje sporo swobody, miał być źródłem kreatywności, a gościa ilość nieszablonowych udanych zagrań można policzyć na palcach jednej ręki.
Do tego prowadzi w statystyce drużynowej strzałów, które zostały zablokowane. Praktycznie co drugi jego strzał jest blokowany. Bo gościu wali na pałę nawet nie rozejrzy się w okol siebie. Może jak się w pełni zaaklimatyzuje to będzie z niego pociecha, ale mam dziwne wrażenie, że po prostu brakuje mu szybkiej nogi i przebojowości, żeby nadrobić braki w fizyczności i będziemy go oddawać za rok dwa do innej ligi.
Z tego wyłania się smutny obraz szrotballu. Człapiąca drużyna nabijająca jałowe posiadanie piłki, przeciwko której praktycznie wszyscy przeciwnicy z premedytacją ustawiają się defensywnie wiedząc, że nie będziemy w stanie im zagrozić. To kończy się nawalaniem strzałów przez zawodników (w tym Wirtza) w tłum rywali, które są masowo blokowane. Ryzykujemy wiele, podchodzimy wyżej linią obrony, tracimy piłkę i dostajemy po ryju z kontr, bo w rozjechanej jak rękaw peleryny czarodzieja linii obrony zawsze ktoś złamie linie spalonego, a przestrzenie są takie, że rywala rzadko można dogonić. A jak nie ryzykujemy, to obraz meczu wygląda jak z Leeds.
Ja zupełnie odpuściłem sobie nawalanie w jednostki. W drużynie grającej tak karykaturalną i dysfunkcyjną piłkę to nie ma sensu.