Opinie prasy po przegranej w LM
Przedstawiamy jak brytyjskie media zareagowały na porażkę Liverpoolu 0:1 z Galatasaray w Lidze Mistrzów we wtorkowy wieczór.
Jest jeszcze praca do wykonania. Liverpool będzie musiał solidnie zapracować na awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów po tym, jak we wtorkowy wieczór przegrał 0:1 z Galatasaray w pierwszym meczu 1/8 finału.
Jedyną bramkę zdobył Mario Lemina, a The Reds zmarnowali mnóstwo okazji i mieli jednego gola nieuznanego w kontrowersyjnych okolicznościach, ponosząc czwartą porażkę w ostatnich 11 meczach.
Lewis Steele z Daily Mail nie skupił się na licznych niewykorzystanych okazjach Liverpoolu, lecz na tych zmarnowanych przez Galatasaray.
- Gdy uszy piłkarzy Liverpoolu przestaną dzwonić po ogłuszającym hałasie jednej z najbardziej onieśmielających atmosfer, jakich wielu z nich doświadczy, mogą usłyszeć w swojej głowie głos mówiący, że uszli z tego z życiem.
- Angielscy mistrzowie przegrali i czeka ich spore zadanie, by odrobić jednobramkową stratę w rewanżu na Anfield w przyszłą środę - ale ich droga do ćwierćfinału mogła być znacznie trudniejsza, gdyby Galatasaray wykorzystało serię swoich okazji.
- Drużyna Slota przegrała w niespokojnym, ogłuszającym kotle RAMS Park po raz drugi w tym sezonie, gdy były pomocnik Premier League Mario Lemina dał tureckiej drużynie cenne prowadzenie, a chaotycznie grający Liverpool miał szczęście, że nie został ukarany jeszcze bardziej.
Jonathan Wilson z The Guardian uważa natomiast, że w rewanżu sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
- Dobra wiadomość dla Liverpoolu jest taka, że sytuację wciąż da się uratować, choć naprawdę mogło być inaczej.
- Zła wiadomość jest taka, że przez pierwsze trzy czwarte pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów byli wyraźnie gorsi.
- Nikt, kto widział ich załamanie w drugiej połowie wyjazdowego meczu z Juventusem w rundzie play-off, nie może być pewny, że Galatasaray to drużyna zdolna zdusić życie z rewanżu. W ich defensywie widać nerwowość i stałe poczucie, że zaraz wydarzy się coś pechowego, ale w ofensywie są swobodni, szybcy i efektowni.
- Na Anfield będzie to jednak inny mecz. Inne trybuny gwiżdżą, ale żadna nie robi tego z taką jednomyślnością, zaciekłością i natężeniem jak kibice Galatasaray. Tym bardziej robi to wrażenie, gdy weźmie się pod uwagę spektakularne podejście pod górę do stadionu Ali Sami Yen, który góruje nad Vadistanbul niczym wielka cytadela, otoczona z każdej strony pasmami przecinających się autostrad.
Thom Gibbs z The Telegraph skupił się natomiast na słabym występie Mohameda Salaha.
- Od niemal dekady Liverpool polega na Mohamedzie Salahu, gdy potrzebuje inspiracji - tutaj był zupełnie niewidoczny.
- Wyglądał na całkowicie niezdolnego do minięcia bocznego obrońcy i uderzające jest oglądanie tak groźnego piłkarza, świeżo po znakomitym sezonie, który wygląda na tak przygaszonego.
- Salah miał bardziej efektywne mecze nawet wtedy, gdy grał w Chelsea. Został słusznie zmieniony po godzinie gry przez Jeremie Frimponga, sprowadzonego do gry na prawej obronie.
- Gdy Arne Slot odstawił Salaha w listopadzie, wywołało to dyplomatyczny kryzys w Merseyside, który zakończył się słowami Egipcjanina, że został ‘rzucony pod autobus’. Takie występy są równie pomocne jak tamte komentarze, choć nie był jedynym zawodnikiem, który zawiódł. To był szczególnie ciężki wieczór dla Ibrahimy Konate.
Z kolei Hamzah Khalique-Loonat z The Times uważa, że Liverpool był po prostu… słaby.
- Liverpool gra futbol czyśćcowy, a ich kibice są skazani na oglądanie tej samej bezbarwnej gry tydzień po tygodniu. Pytanie brzmi tylko, czy po tym wszystkim nadejdzie jakieś zbawienie.
- Nic na to nie wskazuje, zwłaszcza że w tym występie było niewiele o ile w ogóle - elementów, które można by uznać za pozytywne, poza jednobramkową stratą, którą Liverpool musi spróbować odrobić w rewanżu na Anfield.
- We wrogiej atmosferze Liverpool się załamał. Mieli swoje okazje, ale Liga Mistrzów wymaga gry z charakterem albo polotem, a drużyna Arne Slota nie miała ani jednego, ani drugiego.

Komentarze (0)