Liverpool potrafi odrabiać straty
Już jutro Liverpool zmierzy się w rewanżowym ćwierćfinale Ligi Mistrzów z obrońcą tytułu – PSG. The Reds przegrali pierwszy mecz na Parc des Princes 0:2 i będą musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności, by odwrócić losy rywalizacji z Les Parisiens.
Jednak futbol nie takie rzeczy widział. Liverpool w tych rozgrywkach potrafił na Anfield odrobić większe straty i to w starciu z Barceloną z Leo Messim w składzie.
Jordan Henderson, który był wówczas kapitanem The Reds, doskonale pamięta to, co wydarzyło się przed tamtym pamiętnym starciem z Blaugraną, o czym wspomniał w swojej książce "Jordan Henderson. Autobiografia kapitana Liverpoolu" dostępnej na: Kliknij Tutaj.
Fragment:
„Można podziwiać czyjś geniusz, ale do ku**y nędzy! Odrobienie strat wydawało się niemożliwe. Po meczu poszedłem do szatni. Panowała w niej dziwna atmosfera. Wraz z Ginim i Virgem byliśmy w łaźni lodowej. Przegraliśmy 0:3, ale wszyscy powtarzali to samo:
– Jakim cudem do tego doszło, skoro miażdżyliśmy ich na boisku?
Gdzieś z tyłu głowy pojawiła mi się myśl, że jeżeli w rewanżu na Anfield szybko zdobędziemy bramkę i będziemy grać w taki sposób jak w pierwszym meczu, to może nie wszystko stracone. Może…
Choć nie wpadaliśmy w ponury nastrój, to w Premier League waliliśmy głową w ścianę. Wygraliśmy nasze ostatnie dziewięć meczów ligowych, ale Manchester City był bezwzględny. Od 3 stycznia nie ponieśliśmy porażki. W przedostatniej kolejce ledwo wygraliśmy 3:2 z Newcastle na wyjeździe dzięki zwycięskiemu trafieniu Divocka Origiego w końcówce meczu. Została tylko jedna kolejka, by City mogło się potknąć. W naszym mniemaniu największą szansą na porażkę Obywateli był ich domowy mecz z Leicester w przededniu naszego rewanżowego meczu z Barceloną. Leicester miało wtedy dobry zespół, który przez 70 minut trzymał City w szachu. I nagle Vincent Kompany, kapitan City, który nie strzelił gola przez cały sezon, uderzył z niemal 30 metrów. To była niewiarygodna bomba – piłka wpadła w górny róg bramki. Robicie sobie, ku**a, jaja czy jak? Patrzyłem z niedowierzaniem, jak futbolówka wpada do siatki. Żeby było jeszcze gorzej, to piłkarze Leicester w końcówce meczu mieli okazję na wyrównanie. Hamza Choudhury zagrał do Kelechiego Iheanacho. Ten stanął przed wspaniałą szansą, ale przestrzelił. Gdyby Leicester zremisowało ten mecz, w ostatniej kolejce musielibyśmy tylko pokonać na Anfield ekipę Wolves, by zapewnić sobie mistrzostwo. City utrzymało jednak prowadzenie, a to oznaczało, że mogliśmy już tylko liczyć na cud.
Kiedy gramy mecze u siebie, zawsze zatrzymujemy się w hotelu Hope Street, w którym Jürgen robi odprawę. To, co powiedział nam tamtego popołudnia przed rewanżowym starciem z Barceloną, na zawsze pozostanie mi w pamięci. Zanim zaczął mówić, rozejrzał się po pomieszczeniu.
– Gdyby tu siedziała zupełnie inna grupa piłkarzy, to po porażce 0:3 z Barceloną w pierwszym meczu stwierdziłbym, że nie mamy szans na awans. Powiedziałbym wam, żebyście zagrali o honor i godność. Powiedziałbym wam, żebyście wyszli na boisko z wysoko podniesionymi głowami. Ale to nie jest wiadomość do was. Wiecie, kim jesteście. I dlatego mamy szansę.
Sposób, w jaki to powiedział, w jaki wpoił nam dumę, spowodował, że urośliśmy o trzy metry. Wychodząc z tego pomieszczenia, myślałem, że możemy to zrobić, że damy radę. Cuda się zdarzają!”.
Reszta, jak mawiają, jest historią.
Autobiografia Jordana Hendersona, podobnie jak dwuksiąg "30 lat Ligi Mistrzów" i inne tytuły Wydawnictwa SQN związane z Liverpoolem, "Jurgen Klopp. Zapiski z mistrzowskiego sezonu" są dostępne w księgarni LaBotiga: Kliknij Tutaj.

Komentarze (2)